Menu główne:
Aktualności > Z życia
<<minus 125 stopni tak zaczyna się zabieg, a jednocześnie PRZYGODA>>
Od dnia 12 X do dnia 27 X 2009 odbywały się już po raz drugi wyjazdy naszych członków na zabiegi rehabilitacyjne do krio-komory.
Najbliżej bo w Krynicy w sanatorium wojskowym załatwił nam zabiegi Piotr Konopka który jest naszym członkiem i Prezesem Stowarzyszenia. Po dwóch wyjazdach pogoda się załamała i mieliśmy prawdziwą zimę w październiku. Ponieważ kierowca "nie dał rady" (prawdopodobnie z powodu opon letnich) dojechać do Krynicy, w Bereście musieliśmy zawrócić i najbliższy wyjazd także zastał odwołany. Po tych przygodach wszystko raczej przebiegło pomyślnie i dokończyliśmy pozostałe wyjazdy zgodnie z planem tzn, o godz. 9.10 pierwsze "wejście" na zabiegi. Na stronie Naszego Stowarzyszenia w galerii znajdują się zdjęcia z tych wyjazdów.
Po pierwsze obowiązuje strój jak na plażę czyli kąpielowy oraz:
- maseczki lekarskie;
- rękawice które niektórzy dodatkowo docieplają skarpetami;
- nauszniki lub czapka zimowa czasem jedno i drugie;
- skarpety najlepiej bardzo grube aby stopy nie przemarzły.
Potem wybieramy drewniaki aby były w miarę dopasowane.
Pomiar ciśnienia krwi - musi być zbliżone do prawidłowego 120/80 aby wejść do komory.Temperatura w głównej komorze musi osiągnąć minus 125 stopni, czasem mniej zależy od pani która obsługuje urządzenie.
Teraz moment krytyczny WEJŚCIE należy wejść jak najszybciej- (cztery osoby) są też osoby na wózkach i o kuli więc nie jest to proste nawet przy pomocy zdrowszych uczestników ponieważ jest próg wysokości 25-30 cm. Po wejściu w I-wszej komorze minus 12 st, szybko zamykamy hermetyczne drzwi i II-ga komora około minus 60 st.. Także szybkie wejście do następnych drzwi "piekielnych" do komory głównej minus 125 st. gdzie przebywamy 3 minuty, które były poprzedzone krótszymi wejściami na początku zabiegów (minuta - dwie - trzy). W sumie w tak niskiej temperaturze przebywaliśmy łącznie 27 minut.
Potem wyjście w odwrotnym porządku, uwolnienie się od czapek, masek, rękawiczek i w miarę szybko na salę gimnastyczną aby się rozgrzać, bo żadne "nacierania" jak po mrozie nie są dozwolone. Kolega mierzył tętno zaraz po wyjściu, wynosiło 160 uderzeń na minutę. Teraz minimum 20 minut gimnastyki na przyrządach takich jak rowerek, bieżnia, stoper lub materac i już po wszystkim (należy naprawdę odczuwać ciepło, ciało musi nabrać naturalnej barwy).
Idziemy się ubrać i do samochodu, aby w miarę szybko wrócić do Gorlic (około godziny 11-tej jesteśmy na miejscu).
Jeżeli miałabym opowiedzieć prostymi słowami to z założeniem - DASZ RADĘ - podnosimy jednocześnie swoją samoocenę i ogólną wydolność organizmu. Jesteśmy bogatsi o takie doświadczenie które na pewno każdy odbiera indywidualnie - po swojemu, niezaprzeczalnie zapada w pamięci jako ciąg wyjątkowych przeżyć. Przeze mnie są odebrane jako: - podniesienie progu odporności który będzie pomocny w walce z infekcjami tak dla nas niebezpiecznymi, ale także jako: - podniesienie sprawności fizycznej na co dzień też potrzebne w walce z SM.
W planie są następne wyjazdy za pół roku około czerwca 2010 roku.
Proszę o komentarze na forum w tej sprawie.
Małgorzata Cieśla
Podmenu: